Ani w lewo, ani w prawo, tylko obiektywnie

Złodziej kradł na potęgę, a dziennikarz został skazany, bo o tym napisał – czy Prawo i Sprawiedliwość zniesie art. 212 kk?

Dlaczego dziennikarze, zwłaszcza lokalnych, małych mediów, nie mogą o wszystkim informować czytelników? Nierzadko usta zamyka im artykuł 212 kodeksu karnego – jeden z reliktów peerelowskiego, totalitarnego systemu prawnego. W komunistycznej Polsce ten przepis, przewidujący karanie za zniesławienie, w rzeczywistości służył do tłumienia krytyki, wywierania presji na media i karania nieprzyjazdnych władzy dziennikarzy. Każda kolejna władza od czasów układu okrągłostołowego krytykowała art. 212 kk i zapowiadała, że coś z nim zrobi. W rzeczywistości zostawiała go sobie „na wszelki wypadek”. Interesujący wywiad na ten temat z mecenasem Arturem Wdowczykiem przeprowadził Błażej Torański. Rozmowa została opublikowana na stronie internetowej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (sdp.pl).

 

Art. 212 kk
§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
§ 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.
§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.

 

Osoba pełniąca funkcję publiczną okazała się złodziejem. Sąd skazał ją prawomocnym wyrokiem. Sprawę nagłośniła lokalna gazeta. Co prawda nie podała personaliów złodzieja, ale w małym środowisku lokalnym wszyscy dobrze wiedzieli, o kogo chodziło. Złodziej poczuł się pomówiony przez dziennikarza. Sprawę skierował do sądu. Wszczęto postępowanie, zgodnie z art. 212 kk. Sąd, powołując się na ten przepis, ukarał redakcję i jej dziennikarza bo złodziej „poczuł się poniżony w opinii publicznej i narażony na utratę zaufania, potrzebnego dla zajmowanego przez niego stanowiska”. Kara zadośćuczynienia, które skazany dziennikarz musiał zapłacić złodziejowi, wyniosła 20 tys. zł.

REKLAMA

akademia GOL

 

To nie jest historia z Korei Północnej czy Białorusi. Takie rzeczy wciąż nierzadko zdarzają się w Polsce. Art. 212 kk powoduje, że dziennikarze, zwłaszcza ci z lokalnych mediów o słabej kondycji finansowej, często mają zamknięte usta i muszą przemilczeć to, co naprawdę dzieje się w urzędzie, spółdzielni mieszkaniowej czy biurze poselskim, np. ile mieszkań dla członków rodziny posła załatwił poza kolejnością i ze złamaniem wszelkich procedur prezes spółdzielni mieszkaniowej. W obawie przed konsekwencjami karnymi niektórzy dziennikarze mogą unikać trudnych tematów. Liczą się przede wszystkim z bezsilnością wobec lokalnych układów. Lokalni politycy bardzo często znają sędziów, policjantów i przedstawicieli wszystkich innych organów państwa. W ten sposób tworzą się rozmaite powiązania. W ten sposób władza samorządowa ogranicza możliwości kontrolowania jej przez media.

Art. 212 kk jest szkodliwy przede wszystkim dlatego, że osoba niby pomówiona może napuścić prokuratora i policję na osobę rzekomo pomawiającą. Przepis ten powstał jeszcze w PRL i służył do tłumienia krytyki. Niestety, żaden kolejny rząd tzw. wolnej Polski nie miał odwagi usunąć go z kodeksu karnego. Każda kolejna władza od czasów układu okrągłostołowego krytykowała art. 212 kk i zapowiadała, że coś z nim zrobi. W rzeczywistości zostawiała go sobie „na wszelki wypadek”. Jednym z krytyków tego przepisu był prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. Niedługo minie półtora roku władzy PiS. A jednak nic w kwestii art. 212 kk za rządów tzw. dobrej zmiany się nie zmieniło. W opublikowanym dzisiaj na stronie internetowej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wywiadzie red. Błażeja Torańskiego z mecenasem Arturem Wdowczykiem, rozmówca dziennikarza wyraża obawy, że żadna władza nie zniesie tego reliktu peerelowskiego, totalitarnego systemu prawnego. – Czy politycy jakiejkolwiek partii politycznej po dojściu do władzy zniosą art. 212 kk? – pyta na wstępie rozmowy red. Błażej Torański. – Nie wiem, ale obawiam się, że nie, bo kultura polityczna w Polsce jest mało przyjazna dla dziennikarzy. W państwach zachodniej Europy żaden z polityków, na przykład we Francji, ze względu na przyjęte obyczaje nie ośmieliłby się wykorzystać instrumentu karnego przeciwko dziennikarzom – odpowiada mecenas Artur Wdowczyk.

Wywiad z mecenasem Arturem Wdowczykiem, zatytułowany „Bywa, że przeciwko dziennikarzom są nawet mury”, można przeczytać na stronie internetowej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (sdp.pl). Z rozmowy dowiemy się, dlaczego politycy chętnie korzystają z art. 212 kk jako straszaka wobec dziennikarzy, jakie są statystyki odnośnie skazania dziennikarzy, dlaczego dziennikarze często przegrywają, mimo że nie dopuścili się nierzetelności zawodowej, dlaczego dziennikarze już na starcie w procesach z art. 212 kk mają słabszą pozycję procesową. – Sędziów i urzędników najbardziej wkurza dociekliwość dziennikarzy? – pyta Błażej Torański. – Moim zdaniem tak. Ciągle o coś dopytują. Nie odpuszczają w dociekaniu tego, gdzie zatrudniona jest rodzina burmistrza czy prezydenta. Albo opisują przejmowanie państwowych posad przez działaczy partyjnych. To wywołuje wściekłość władzy. Na korytarzach sadowych widziałem takie reakcje nie raz – czytamy w odpowiedzi mec. Artura Wdowczyka.

MaSzt
czwartek, 30 marca 2017

NASI KOMENTATORZY

© Echa Roztocza 2016 WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Wykonanie: