Ani w lewo, ani w prawo, tylko obiektywnie

To była prowokacja!

Niektórzy się ze mną zgadzali, jedni w zupełności, inni tylko częściowo. Ale byli też tacy, którym z nerwów głowy się zagotowały. Padło wiele mocnych słów, włącznie z „groźbami” o zaprzestaniu czytania portalu „Echa Roztocza” (echaroztocza.pl). Moje odpowiedzi udzielone anonimowym korespondentom we wczorajszym artykuje „Ludzie donosy piszą” wywołały burzę w zamojskim środowisku sportowym. Mój telefon, używany do celów służbowych, nie milkł przez całą niedzielę aż do późnych godzin wieczornych. Temat Andrzeja Swachy i Wiesława Wieczerzaka był naprawdę gorący, przeprowadziłem ponad dwadzieścia długich rozmów. Napłynęło też wiele maili. Wczoraj prowokacyjnie odpowiedziałem tylko anonimowym donosicielom, częściowo wbrew własnym poglądom i spostrzeżeniom. Teraz przedstawiam odpowiedź oficjalną, a wkrótce zamieszczę opinie i uwagi różnych osób związanych z zamojską piłką nożną, bardziej obeznanych w temacie niż ja.

 

Wczoraj rano na portalu „Echa Roztocza” (echaroztocza.pl) zamieściłem artykuł „Ludzie donosy piszą”. Donosy dotyczyły sędziowania meczów w godzinach pracy przez sekretarza biura zamojskiego OZPN Andrzeja Swachę i prowadzenia zespołu młodzieżowego AMSPN Hetman Zamość przez trenera Wiesława Wieczerzaka bez stosownych uprawnień. W zajawce tekstu na fejsbukowym fanpage, niedługo po jego publikacji na portalu podkreśliłem: „Do obu tematów, które w anonimowych korespondencjach poruszyli czytelnicy, powrócę w ciągu kilku najbliższych dni. Jeśli chodzi o sekretarza biura ZOZPN Andrzeja Swachę i trenera Wiesława Wieczerzaka, to odpisałem czytelnikom kontrowersyjnie, bo nie lubię anonimów – jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, to choćby to było niepopularne, powinien wygłaszać otwarcie (zawsze można zastrzec personalia do wiadomości redakcji)”. Mówiąc krótko, z premedytacją udzieliłem przekornych odpowiedzi na te anonimy. Skoro czytelnik niepoważnie traktuje korespondencję do redakcji, to dlaczego redakcja ma poważnie traktować donos, choćby poruszał naprawdę ważne sprawy?

A teraz już oficjalnie przedstawiam swoje stanowisko w sprawie Andrzeja Swachy i Wiesława Wieczerzaka. W przypadku obu panów mierzi mnie hipokryzja przejawiana wobec nich przez wiele osób z naszego lokalnego środowiska futbolowego. W oczy pochwały, miłe słowa, za plecami – ujadanie i skowyt. Jeśli chodzi o sekretarza biura zamojskiego OZPN i sędziego piłkarskiego w jednej osobie, to od dłuższego czasu słychać skargi na jego pracę. Wiele osób psioczy, ale niewielu ma odwagę zabrać głos oficjalnie. Gdy przychodzi „co do czego”, to wszystko zwykle jest cacy. Do tej pory krytykę pracy Andrzeja Swachy traktowałem jako rozmowy prywatne, poufne, bo takie właśnie te dysputy były. Z tego powodu przemilczę konkrety. Jeśli ktoś ma ochotę zabrać głos w tej sprawie, to współredagowany przeze mnie portal jest otwarty dla każdego, kto tylko chce wygłaszać opinie we wszystkich bez wyjątku sprawach, bez względu na jego poglądy polityczne, zapatrywania, upodobania, orientację seksualną, stan zdrowia, liczbę zer na rachunku bankowym czy urodę.

Skoro ludziska narzekają i mają wiele zastrzeżeń do pracy nie tylko biura zamojskiego OZPN, ale także całego związku, to na pewno nie będę się uchylał od poruszania tego tematu. Mnie z panem Andrzejem łączyły i nadał łączą tylko relacje zawodowe, ponieważ jestem jedynie pośrednikiem międzymi zamojskim OZPN a czytelnikami. Z tego powodu nigdy nie miałem do niego większych pretensji, gdy odpowiadał, że jest już po szesnastej, nie pracuje, więc prosi o kontakt następnego dnia w godzinach otwarcia biura związku. Albo że odpoczywa, bo jest na urlopie, więc nie odpowie na moje pytanie prostym słowem „tak” lub „nie”. Nigdy jednak nie odmówił mi dostępu do informacji, np. zawartej w związkowym archiwum – oczywiście tylko w godzinach jego pracy w biurze. Z większą lub mniejszą łaską, ale pomagał. Teraz jest znacznie lepiej, bo nie odmawia pomocy nawet późno w nocy, gdy pilnie trzeba podać jakieś informacje, bo czytelnik czeka na newsa. Współpraca naszej redakcji z zamojskim OZPN, zwłaszcza z prezesem Stanisławem Pryciukiem, układa się obecnie bez zarzutu, ale to nie oznacza, że będziemy zamiatali pod dywan niewygodne dla związku fakty. Mam nadzieję, że władze związku w pełni to rozumieją.

Teraz rzecz o Wiesławie Wieczerzaku. Darzę go szczególną sympatią, ponieważ moją pasją jest historia lokalnej piłki nożnej, a tenże szkoleniowiec jest kopalnią wiedzy na ten temat, i chętnie tą wiedzą ze mną się dzieli. Dobrze się z nim współpracuje także na niwie dziennikarskiej – podobnie jak Andrzej Swacha, z większą lub mniejszą łaską, zawsze udziela rzetelnych informacji, choć kilka razy „strzelił focha”, bo ośmieliłem się go skrytykować w swoich tekstach. O jego fachowości nie wypada mi się wypowiadać publicznie, bo szczerze mówiąc, nie znam się na poszczególnych aspektach szkolenia piłkarskiego, choć parę kursokonferencji trenerskich w Lublinie, Zamościu i na AWF w Białej Podlaskiej zaliczyłem, by poszerzyć swoją wiedzę z zakresu piłki nożnej. W przypadku pana Wiesego muszę zdać się na opinię fachowców, ludzi ze środowiska biegłych w temacie. Opinie o jego metodach szkoleniowych są różne. Każdy ceni go za rzetelność, sumienność i dyscyplinę, ale głosy o jego fachowości są skrajnie odmienne – przeważają te o archaicznych metodach szkoleniowych, braku chęci do poszerzania wiedzy o nowinki i zatrzymanie się w minionej epoce.

Złośliwi powiadają, że za zasługi leży się na Powązkach. Istotnie, „co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr”. Liczne sukcesy trenera Wiesława Wieczerzaka są już historią. I nie możemy ciągle nimi łechtać uszu tego długoletniego szkoleniowca i jego sympatyków, choć niewątpliwie jego dokonania robią wrażenie i większość szkoleniowców z regionu nie może mu pod tym względem dorównać. Pisałem wczoraj, że federacja piłkarska wprowadziła różnego rodzaju licencje trenerskie tylko po to, by „czesać kasę”. To było mocno naciągane stwierdzenie, bo federacja piłkarska robi wszystko, co może, by obniżać koszty zdobywania przez trenerów kwalifikacji i uprawnień, ale o tym będę pisał na portalu „Echa Roztocza” w najbliższych dniach, w interesującej rozmowie z jednym z najzdolniejszych w naszym regionie trenerów młodego pokolenia, sekretarzem Rady Trenerów i Wydziału Szkolenia zamojskiego OZPN, opiekunem juniorów Tomasovii Tomaszów Lubelski Pawłem Babiarzem.

Nie! Nie chciałbym, panie Marcinie, żeby trener Wiesław Wieczerzak edukował młode pokolenie szkoleniowców, które dziś uczy się zawodu od najlepszych w kraju, a nawet za granicą. Jednakże jestem przekonany, że z długoletnich doświadczeń i sportowych przeżyć pana Wiesława każdy trener może coś wartościowego wyłuskać dla siebie, co mu się przyda w pracy zawodowej. Wczoraj pisałem również, że stosowną licencję trener Wiesław Wieczerzak powinien dostać od federacji piłkarskiej gratis, bez konieczności zaliczania kursów i innej fatygi z jego strony. Odpowiadam dzisiaj w pełni szczerze, bo we wczorajszym artykule prowokowałem: nic z tych rzeczy! Nie ma taryfy ulgowej dla nikogo, a na poszerzanie wiedzy i umiejętności zawsze jest stosowna pora, nawet gdy do emerytury jest bliżej niż dalej. Pan Wiesław miał wiele lat na to, by zdobyć stosowne kwity, ale tego nie robił, więc teraz ma problem. Problem ma też AMSPN Hetman Zamość, który musi „podkładać” licencję innego szkoleniowca. A to według związkowych przepisów podlega pod Wydział Dyscypliny. Amen.

Marek Sztochel
poniedziałek, 31 lipca 2017

NASI KOMENTATORZY

© Echa Roztocza 2016 WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Wykonanie: