Ani w lewo, ani w prawo, tylko obiektywnie

Stefan Oleszczuk: „Już 27 lat frajerzy dają się strzyc i golić”

Dziś w Biłgoraju gościł polski burmistrz wszech czasów, czyli Stefan Oleszczuk, którego pięcioletnie rządy w Kamieniu Pomorskim podawane są za wzór budowy gminy wolnościowej m.in. w Europie Zachodniej, USA, Kanadzie i Australii. W biłgorajskiej restauracji „American Tucker” Stefan Oleszczuk tłumaczył, dlaczego w Polsce „jest tak źle, skoro jest tak dobrze”. Opowiadał także, jak w najbliższym czasie planuje wykorzystać swoje doświadczenie, wiedzę i umiejętności zdobyte podczas wieloletniej działalności samorządowej.

 

Kto jak kto, ale Stefan Oleszczuk ma prawo publicznie przekonywać, co zrobić, by w Polsce żyło się dostatniej. By potencjał naszego pięknego kraju był w pełni wykorzystywany na arenie międzynarodowej. Ma również pełne prawo do krytyki tych, którzy od 27 lat mamią wyborców obietnicami, ale jak już dojdą do władzy, to się deprawują i betonują istniejące mechanizmy. Liczby najlepiej oddają pięcioletnie rządy Stefana Oleszczuka w Kamieniu Pomorskim. Gdy obejmował posadę burmistrza, to położone na Pobrzeżu Szczecińskim miasteczko miało 40-procentowy deficyt, a trzy lata później – w efekcie przeprowadzonych przez niego wolnościowych reform – mogło się poszczycić 70-procentową nadwyżką budżetową i 55-procentowym odsetkiem budżetu na inwestycje (warto podkreślić, że nie było wtedy unijnych dotacji).

Do Biłgoraja Stefan Oleszczuk, były doradca prezydenta RP ds. samorządu terytorialnego, przyjechał na zaproszenie Waldemara Buczka, szefa krakowskich struktur stowarzyszenia „Wolni Obywatele”, oraz jego brata Grzegorza Buczka, startującego bez powodzenia w ostatnich wyborach parlamentarnych z partii KORWiN. Głównym celem wizyty polskiego burmistrza wszech czasów była pomoc biłgorajskim wolnościowcom w utworzeniu powiatowych struktur stowarzyszenia „Wolni Obywatele”.

Oleszczuk w Biłgoraju

 

FRAGMENTY WYKŁADU STEFANA OLESZCZUKA, WYGŁOSZONEGO W BIŁGORAJU

W polskich samorządach brakuje gospodarzy z prawdziwego zdarzenia. Bez względu na to, kto rządzi, mnóstwo jest nadużyć, a biurokracja i administracja się rozrastają. Rządzący obiecują w czasie kampanii wyborczej, że to wszystko zlikwidują. Ludzie idą do urn wyborczych z nadzieją, że od władzy odsunięci zostaną złodzieje, a zaczną rządzić uczciwi. Od 27 lat politycy obiecują, ale nic się nie zmienia. Nawet jeśli do władzy dojdzie jakiś uczciwy polityk, to istniejące mechanizmy powodują, że zbacza on z prostej drogi. Władza daje wiele pokus.

Gdy byłem burmistrzem, nie było zastępców i asystentów. Dziś samorządy są zadłużone na niebotyczne kwoty, a w urzędach mnożą się różnego rodzaju synekury. Jeśli gmina nie ma już zdolności kredytowej, to tworzy takie podmioty, które zaciągają w jej imieniu kolejne zobowiązania. Powstają tzw. oscylatory kredytowe. Chociaż limit zadłużenia gminy wynosi 60 procent, to niektóre przekroczyły tę granicę aż do 300 procent i więcej. Nie ma odpowiedzialności. A skoro nie ma kary, to publiczne pieniądze wydaje się lekką ręką. Coraz częściej słyszymy, że burmistrzowie, czy wójtowie idą do więzienia, a miejscowe układy powodują to, że zarządzają oni nadal swoją gminą zza krat. Od 27 lat rozmawiam z opozycją, żeby to wszystko w Polsce zmienić. W odpowiedzi słyszę, że jestem głupi, bo tego zmienić się nie da.

Najłatwiej wydaje się cudze pieniądze na swoje potrzeby, najtrudniej – swoje pieniądze na swoje potrzeby. Według tej najgorszej zasady funkcjonuje polska administracja. Nic się nie zmienia w naszym kraju, w systemie finansowym i społecznym od 28 lat, od 4 czerwca 1989 roku, od pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych. Z tego powodu Polacy nie mogą się wykreować na naród bogaty, mimo że cały świat ich chwali za to, że są pracowitym i dynamicznym narodem. Koledzy ze styropianu powiedzieli mi, że nikt zmian nie dokona, bo muszą być dyrektorami na państwowych posadach, prezesami w spółkach Skarbu Państwa lub zajmować inne synekury. Kto jest przesiębiorcą ten wie, że jeśli interes nie idzie, to się go zamyka. W Polsce interes nie idzie od 27 lat, ale ten biznes dalej funkcjonuje, bo są frajerzy, którzy dają się strzyc i golić.

Polska obrasta w coraz większe koszty. Nikt z góry nie chce ze mną na ten temat rozmawiać, bo te mechanizmy centrali się opłacają. Wszyscy są super specjalistami w wydawaniu cudzych pieniędzy. Trzeba zatem stworzyć w Polsce takie mechanizmy, by to sami Polacy decydowali o tym, na co idą ich pieniądze. Kiedy człowiek pracuje najlepiej? Wtedy, kiedy pracuje na swoim. Filozofia zarządzania gminą nie jest trudna. Trzeba nią zarządzać tak, jakby się zarządzało własnym gospodarstwem, przekazanym przez ojca. Nikt nie zaczyna od sadzenia bratków, gdy najpierw trzeba uzdrowić sytuację finansową. Polskę trzeba zmieniać oddolnie. Polacy nie mają świadomości społecznej, a władza nie pyta obywatela, co dla niego jest najlepsze. System nie może korumpować. Trzeba w Polsce stworzyć takie mechanizmy, że nawet jeśli wejdzie w nie ktoś nieuczciwy, to system będzie w stanie sprowadzić go na dobrą drogę.

MaSzt
sobota, 5 sierpnia 2017

NASI KOMENTATORZY

© Echa Roztocza 2016 WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Wykonanie: