Ani w lewo, ani w prawo, tylko obiektywnie

Kontakt z redakcją

  • tel. 606 690 487
  • adres e-mail: wydawnictwo@izamarka.pl

 

Zespół redakcyjny

 

Marek Sztochel

Marek Sztochel

Dziennikarstwo to moja życiowa pasja, więc gdybym miał inne źródło utrzymania, to swoje teksty publikowałbym za darmo. Ciężko choruję. Moja choroba nazywa się „patriotyzm lokalny”. To dlatego właśnie wiodę szczęśliwe życie i wypoczywam na Roztoczu, a wyjazdy, gdzieś daleko, nawet pełne niesamowitych atrakcji i wrażeń, pozbawiają mnie sił, zamiast zrelaksować. To dlatego właśnie spełniam się zawodowo w małej, lokalnej gazecie, a nie nadaję do pracy w piśmie ogólnopolskim, które o naszym regionie na swoich łamach nawet nie wspomina. To dlatego właśnie wkurza mnie, gdy nasz region zostaje w tyle za innymi – wtedy ostro krytykuję, a przez to przybywa tych, którzy najchętniej posłaliby mnie do diabła i mają mnie za oszołoma. To dlatego właśnie wolę pojechać na mecz Sokoła Zwierzyniec z Igrosem Krasnobród, zamiast zasiąść wygodnie przed telewizorem, gdy w tym czasie Real Madryt gra z Barceloną.
Uwielbiam polski film, dlatego godzinami mogę cytować obszerne kwestie z „Misia”, „Psów” czy „Poranka kojota”, za to pacierz i tabliczkę mnożenia dawno mi z głowy wywiało. Relaksuję się także przy polskiej muzyce (nie mylić z disco polo). Frajdę sprawiają mi grzyby i ryby. Z tą różnicą, że grzyby lubię zbierać, a jeść niekoniecznie, zaś rybami mogę się codziennie opychać, a z wędką nad wodą minuty nie usiedzę.
Nie angażuję się politycznie i religijnie, ale obie dziedziny głęboko mnie interesują, zaś wartości chrześcijańskie cenię ponad wszystko. Sporą część życia poświęcam na działalność społeczną i utrwalanie historii sportu na Zamojszczyźnie. Ale przede wszystkim piszę. Wyliczyłem, że moje palce stukają w klawiaturę średnio 20 tysięcy razy dziennie.

MaSzt

 

SONY DSC

Ewa Monastyrska

O kimś, to ja mogę pisać elaboraty. Ale o sobie? Urodziłam się i jestem! Ukończyłam Nauki o Rodzinie na KUL Jana Pawła II w Lublinie. I ciągle kręcę się wokół tego tematu. Jako dziennikarz jestem… hmm… raczej kulturalna, choć czasami ironiczna. Nie znoszę niesprawiedliwości i pogardzania słabszymi, więc jeśli ktoś się tym para, to może oczekiwać telefonu lub maila ode mnie. Naiwna nie jestem i na życie patrzę przez palce, ale wystarczająco, by nie ominąć możliwości wzruszenia się. Najbardziej lubię pisać reportaże, bo żyć wśród ludzi i móc pokazać ich uczucia – to coś, na czym oparta jest moja polska wrażliwość.
O czym chcę pisać? O rodzinie zwłaszcza. Bo jeśli rodzą się w głowach polityków czy innych rządzących chore pomysły, to znaczy, że gdzieś one miały swój zalążek. A tak naprawdę, to jeśli nie rodzina, taka prawdziwa, to co? Jeśli nie ogrzejemy się ciepłem rodzin, to serca zamarzną nam na kość!
A co lubię? Muzykę. Zwłaszcza pośpiewać od czasu do czasu, co z pewnością potwierdzą moi sąsiedzi.
A co uwielbiam? Fotografię! Choć jestem laikiem i mój syn ma dość bycia obiektem fotografowania, to jednak utrzymanie pięknej chwili w miejscu to dla mnie radość nie do wypowiedzenia.
A w co wierzę? W Polskę też, ale najpierw w Boga wierzę! A tak! A co! Nie wstydzę się tego, bo przynajmniej po śmierci będę należała do grupy mniej zdziwionych.

EMka

 

MARKOWE TEKSTY
Marek Sztochel
  • Myślcie o dzieciach, a nie potencjalnych zyskach!

    „Interes ludzi wiąże i kłóci” – głosi przysłowie polskie. W Biłgoraju nastał boom na szkółki piłkarskie dla najmłodszych adeptów najpopularniejszej w naszym kraju dyscypliny sportowej. Jeszcze do niedawna były cztery, a teraz jest ich sześć. Rozgorzała walka o dzieci, a także o miejsce do trenowania – ponoć wszyscy koniecznie muszą mieć zajęcia na boisku ze sztuczną nawierzchnią przy „jedynce”, jakby w Biłgoraju nie było innych tego typu obiektów, w tym trawiastych. Środowisko, zamiast współpracować, skłóca się coraz bardziej. Narasta wzajemna niechęć. Jedni na drugich patrzą wilkiem, w myśl chorej zasady „albo jesteś ze mną, albo przeciwko mnie”. Tylko czekać, kiedy zacznie się wzajemne podkładanie sobie świń. Boom na szkółki piłkarskie przypomina mi sytuację sprzed lat, gdy ludziska masowo „rzuciły się” na uprawę porzeczki. Szybko jej wartość spadła poniżej poziomu opłacalności produkcji, a dziś wiele dawnych plantacji przypomina ugór – najlepiej czują się tam chwasty, a nikt nie zbiera owoców, które spadają i gniją w gąszczu. A przecież dzieci nie są towarem, którym można kupczyć, jak porzeczką.

© Echa Roztocza 2016 WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Wykonanie: