Ani w lewo, ani w prawo, tylko obiektywnie

Myślcie o dzieciach, a nie potencjalnych zyskach!

„Interes ludzi wiąże i kłóci” – głosi przysłowie polskie. W Biłgoraju nastał boom na szkółki piłkarskie dla najmłodszych adeptów najpopularniejszej w naszym kraju dyscypliny sportowej. Jeszcze do niedawna były cztery, a teraz jest ich sześć. Rozgorzała walka o dzieci, a także o miejsce do trenowania – ponoć wszyscy koniecznie muszą mieć zajęcia na boisku ze sztuczną nawierzchnią przy „jedynce”, jakby w Biłgoraju nie było innych tego typu obiektów, w tym trawiastych. Środowisko, zamiast współpracować, skłóca się coraz bardziej. Narasta wzajemna niechęć. Jedni na drugich patrzą wilkiem, w myśl chorej zasady „albo jesteś ze mną, albo przeciwko mnie”. Tylko czekać, kiedy zacznie się wzajemne podkładanie sobie świń. Boom na szkółki piłkarskie przypomina mi sytuację sprzed lat, gdy ludziska masowo „rzuciły się” na uprawę porzeczki. Szybko jej wartość spadła poniżej poziomu opłacalności produkcji, a dziś wiele dawnych plantacji przypomina ugór – najlepiej czują się tam chwasty, a nikt nie zbiera owoców, które spadają i gniją w gąszczu. A przecież dzieci nie są towarem, którym można kupczyć, jak porzeczką.

Szkółki piłkarskie dla najmłodszych dzieci powstają wszędzie jedna po drugiej. Zapotrzebowanie jest duże. Każdy dzieciak chciałby w przyszłości zostać kolejnym Robertem Lewandowskim, a kochający rodzice nigdy nie poskąpią swoim pociechom pieniędzy, by mogły one realizować swoje marzenia (bywa, że to dzieci realizują niespełnione marzenia rodziców, ale to inny wątek). W dodatku ludzie potrzebują grosza, więc imają się różnych dochodowych zajęć. Internetowe portale biznesowe zachęcają do prowadzenia odpłatnego szkolenia piłkarskiego dzieci. Sugerują, że jest to dobry pomysł na własny interes, a na pewno lepszy, niż otworzenie kolejnej restauracji czy sklepu z odzieżą. Jeśli jednym się wiedzie, to inni chcą iść tą samą drogą, nie bacząc na ryzyko, koszty, możliwości i moce przerobowe. Boom na tego typu działalność nie ominął także Biłgoraja. Jeszcze niedawno na terenie tego stosunkowo małego – oczywiście biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców – miasta piłkarskim szkoleniem dzieci zajmowały się cztery podmioty. Właśnie doszły dwa kolejne.

To źle? Niekoniecznie. Raczej monopol jest czymś nieodpowiednim i trzeba mu przeciwdziałać. Jeśli szkółek piłkarskich w mieście jest kilka, to rodzice i dzieci mają szeroki wybór. Jeśli nie podoba im się jeden trener lub sposób działania szkółki, to zawsze mogą posłać swoją pociechę do konkurencji. Korzystne jest też to, że szkółki muszą ze sobą rywalizować odnośnie ceny i jakości usług, a także kusić potencjalnych klientów dodatkowymi, najlepiej nieodpłatnymi atrakcjami. Nie można zapominać, że w naszym pięknym kraju mamy – przynajmniej teoretycznie – gospodarkę rynkową. A to oznacza, że nikt nie może zabronić drugiemu podejmować działalności, zwłaszcza konkurencyjnej, prowadzonej – rzecz jasna – w granicach prawa. Żadna z dotychczas działających w Biłgoraju szkółek piłkarskich nie powinna zatem histeryzować, że oto pojawiła się konkurencja w postaci Lecha Poznań czy Marcina Mury.

Paradoksalnie, pojawienie się na naszym lokalnym rynku nowych podmiotów, szkolących młodych adeptów piłki nożnej, wszystkim szkółkom, ich podopiecznym i potencjalnych klientom, może wyjść na dobre – z powodu wspomnianych wcześniej elementów konkurencyjności. Prym z pewnością będzie wiodła ta szkółka, która działa jako stowarzyszenie, a nie prywatna, komercyjna firma, stworzona tylko do generowania zysków. Stowarzyszenie ma większe możliwości w zakresie pozyskiwania środków publicznych, a zatem może zaoferować swoim podopiecznym niższą cenę i wiele nieodpłatnych atrakcji. Istotne jest też to, że opłaty nie wpadają do prywatnej kieszeni, a odpowiednie organy w większym stopniu mogą nadzorować sposób wydawania pieniędzy ze składek. Ważna jest też kadra trenerska i profesjonalny nadzór pedagogiczny. Nierzadko zdarza się, że szkółki zakupują za niemałe pieniądze know-how od jakiegoś popularnego klubu piłkarskiego, dlatego oferują droższą cenę za szkolenie dzieciaków. Cena jednak nie gwarantuje lepszej jakości szkolenia, bo zajęcia najczęściej prowadzą młodzi piłkarze, którzy sami jeszcze uczą się piłkarskiego abecadła, a o wychowywaniu i wszelkich aspektach pedagogicznych nie mają zielonego pojęcia. Wtedy rodzice płacą za markę, nie za jakość szkolenia i wychowywania.

Poważny problem jest w tym, że Polacy nie potrafią ze sobą konkurować na zdrowych zasadach. Konkurencji zwykle nie uważają za coś pożytecznego dla ich samych, lecz traktują jak wroga, którego trzeba wyeliminować z rynku, a jeśli się nie da – to przynajmniej oczernić w przestrzeni publicznej i zdyskretydować w oczach potencjalnych klientów. Przykład idzie z góry, co widać w przestrzeni medialnej. Nasi politycy z trudem potrafią wydukać, co dobrego zrobiła ich partia i jaki ma pomysł na Polskę, za to bez zająknięcia bluzgają na swoich oponentów. Nieprzypadkowo przysłowie polskie głosi, że „interes ludzi wiąże i kłóci”. Konfliktuje zwłaszcza wtedy, gdy nie jest to wspólny interes. Właśnie w Biłgoraju się zaczęło. Środowisko, zamiast współpracować, skłóca się coraz bardziej. Narasta wzajemna niechęć. Jedni na drugich patrzą wilkiem, w myśl chorej zasady „albo jesteś ze mną, albo przeciwko mnie”. Po imprezie piłkarskiej, którą na początku lutego dla przedszkolaków organizowała Łada 1945 Biłgoraj, by przy okazji promować powstającą w naszym mieście szkółkę Lecha, w internecie wylał się obrzydliwy hejt. Tenże hejt uderzał nie tylko w konkurencję, ale nawet w jej partnerów czy zwykłych znajomych. Tylko czekać, kiedy zacznie się wzajemne podkładanie sobie świń.

Oczywiście stosowne jest pytanie o sens istnienia aż sześciu szkółek w Biłgoraju. To miasteczko, jak wiele innych w naszym kraju, także boryka się z problemami demograficznymi, więc o dzieci chętne do uprawiania piłki nożnej trzeba zabiegać. Nic dziwnego, że niektóre szkółki przyjmują wszystkich, nawet nie zdradzających predyspozycji do uprawiania sportu. Oby tylko ich rodzice płacili comiesięczne składki. Jakże realny jest proceder wzajemnego podkupywania sobie dzieciaków za pomocą nieetycznych chwytów. Boom na szkółki piłkarskie przypomina mi sytuację sprzed lat, gdy ludziska masowo „rzuciły się” na uprawę porzeczki. Szybko jej wartość spadła poniżej poziomu opłacalności produkcji, a dziś wiele dawnych plantacji przypomina ugór – najlepiej czują się tam chwasty, a nikt nie zbiera owoców, które spadają i gniją w gąszczu. A przecież dzieci nie są towarem, którym można kupczyć, jak porzeczką, i dla zysków przerzucać z miejsca na miejsce lub zwyczajnie porzucić, gdy interes przestaje się opłacać.

MaSzt
wtorek, 4 kwietnia 2017

NASI KOMENTATORZY

© Echa Roztocza 2016 WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Wykonanie: