Ani w lewo, ani w prawo, tylko obiektywnie

Kazkowi stuknęła pięćdziesiątka

Dziś Kazimierz Węgrzyn, Honorowy Obywatel Miasta Biłgoraj, kończy 50 lat. „Kazek” opuścił Ładę Biłgoraj w 1986 roku. Szybko piął się w hierarchii piłkarskiej. Występował w reprezentacji narodowej. Z Wisłą Kraków został mistrzem Polski, z GKS Katowice zdobył Superpuchar, a z SV Ried – Puchar Austrii. W polskiej ekstraklasie rozegrał 361 meczów, strzelił 35 goli. Od najmłodszych lat zdradzał smykałkę do piłki nożnej, ale znawcy historii piłki nożnej w Biłgoraju twierdzą, że w tym mieście były większe talenty piłkarskie. Dlaczego zatem to on najwięcej osiągnął spośród wszystkich wychowanków klubu sportowego z Biłgoraja? O najsłynniejszym piłkarzu Łady Biłgoraj opowiadają jego dwaj pierwsi trenerzy, czyli Marek Kłosek i Jerzy Mura.

 

Kazimierz Węgrzyn miał niespełna 17 lat, gdy rozgrywał pierwsze mecze w zespole Łady Biłgoraj. Uchodził wtedy za „drewniaka”, typowego „przecinaka” do przerwania akcji lub przeszkadzania rywalowi w rozgrywaniu akcji. Chyba nikt w Biłgoraju nie wierzył wówczas w to, że Kazek osiągnie najwięcej spośród wszystkich wychowanków Łady. Sam trener Jerzy Mura wspomina, że w młodości Kazimierz Węgrzyn był piłkarzem bardzo słabym pod względem technicznym. Jednakże dzięki sumiennej, ciężkiej pracy Kazek osiągnął znacznie więcej niż niejeden piłkarz, okrzyknięty wielkim talentem. – W tym czasie miałem w kadrze trzech rosłych obrońców, w zbliżonym wieku. Byli to Kazek, Krzysiek „Antek” Surma i Tomek Welc. Z tej trójki najlepszy był Tomek. Górował nad dwoma pozostałymi szybkością, sprawnością, a przede wszystkim – pod względem umiejętności technicznych. Kibice mieli mi za złe, że wystawiałem Kazka na lewej obronie. Konsekwentnie na niego stawiałem, bo widziałem jego pracowitość i zaangażowanie. Tomkowi podczas meczu trzeba było cały czas przypominać, że jest na boisku. Z kolei Kazek grał tak, jakby poza piłką świat nie istniał. Czas pokazał, że słusznie robiłem, stawiając na Kazka. A Tomek nie wybił się poza Ładę – opowiada Jerzy Mura, były długoletni trener Łady.

Kazek był wzorem pracowitości. Był też strasznie ambitny, aż do przesady. – Pamiętam mecz ze Stalą w Kraśniku. Najlepszy piłkarz Stali, Pulikowski, dwa razy „objechał” Kazka. Za trzecim razem Kazek ze złości ugryzł go w rękę. Nie mógł mu darować, że sobie z nim nie radzi. Taki był z niego ambitny walczak. Starsi kumple z drużyny chwalili go za ambicję i nie traktowali jak młokosa – śmieje się trener Jerzy Mura. Po meczach piłkarze Łady chodzili na piwo. Kazek stronił od takich uciech. – Jak dostał od naszego klubu piłkę i dres, to dzień w dzień „rąbał w piłę” na swoim podwórzu przy ulicy Prusa, tu niedaleko od internatu szkoły medycznej. Podobało mi się to, że myślał o swojej przyszłości. Nie miał łatwego dzieciństwa. Bardzo wcześniej zmarła jego mama, a ojciec nie za bardzo się nim zajmował. Niejeden młody chłopak w takiej sytuacji wpadłby w jakąś patologię. Kazik sam dzielnie sobie radził – mówi Jerzy Mura.

Marek Kłosek, który zajmuje się szkoleniem piłkarskiej młodzieży z Biłgoraja od 47 lat, przyznaje, że umiejętności techniczne nie były mocną stroną młodego Kazimierza Węgrzyna. – To był negatywny skutek tego, że Kazik późno zaczął uprawiać piłkę nożną pod specjalistycznym nadzorem. Do Łady trafił dopiero wtedy, gdy był w siódmej, czy ósmej klasie szkoły podstawowej. Wówczas w Ładzie były tylko dwie grupy młodzieżowe – trampkarze i juniorzy. Ja prowadziłem trampkarzy, a Jurek Mura – juniorów. U mnie Kazik trenował krótko. Jurek szybko zabrał go pod swoje skrzydła, jak tylko dostrzegł, że to może być dobry piłkarz. Zresztą, Kazik przeszedł bardzo krótką drogę. Jego kariera była błyskotliwa. Braki w wyszkoleniu technicznym niwelował innymi walorami, a przede wszystkim zaangażowaniem i walecznością – podkreśla trener Marek Kłosek.

 

74_Janusz Rosłan, Marek Kłosek, Kazimierz Węgrzyn

 

Fragmenty książki „Łada Biłgoraj 1945-2015. 70-lecie klubu sportowego z Biłgoraja”

Najsłynniejszy wychowanek Łady urodził się 13 kwietnia 1967 roku w Biłgoraju. Przełomowym momentem w jego karierze był zakończony remisem 0:0 ligowy mecz Łady z Motorem II Lublin wiosną 1986 roku, na boisku w Biłgoraju. Z roli „plastra” błyszczącego już wtedy w ekstraklasie Janusza Kudyby wywiązał się tak dobrze, że wkrótce trafił właśnie do Motoru. Sezon 1986/1987 był dla niego jednak stracony. W Motorze nie zagrał ani razu, bo klub z Lublina nie wywiązał się z ustaleń transferowych. W 1987 roku został piłkarzem Hutnika. W barwach klubu z Nowej Huty zagrał przeciwko Ładzie w meczu towarzyskim. Na zakończenie piłkarskiej kariery wystąpił na stadionie w Biłgoraju, w barwach Cracovii, w meczu z okazji jubileuszu 60-lecia Łady.

Działacze Hutnika Kraków nie mieli takich problemów, jak przedstawiciele Motoru Lublin, z szybkim dopełnieniem formalności, związanych z pozyskaniem Kazimierza Węgrzyna z Łady. – Zapłacili za niego bez targowania się tyle, ile zarząd Łady zażądał, czyli 4 miliony starych złotych. Później dostarczyli nam jeszcze trochę sprzętu sportowego – wspomina trener Wiesław Wieczerzak.
W podzięce za transfer Hutnik po zakończeniu rudny jesiennej wysłał jeszcze do Biłgoraja na mecz towarzyski swoją drugoligową drużynę. W sobotę, 21 listopada 1987 roku na stadionie OSiR w Biłgoraju zespół z Nowej Huty pokonał gospodarzy 5:2. Dwie bramki dla pokonanych zdobył Stanisław Szpinda. W pierwszej połowie Kazimierz Węgrzyn zagrał w Ładzie, a w drugiej – w Hutniku.
W Hutniku Kazimierz Węgrzyn grał do 1993 roku. Wtedy przeszedł do GKS Katowice. Następnie występował w austriackim SV Ried, Wiśle Kraków, Pogoni Szczecin, Widzewie Łódź i Cracovii. Dzięki swej pracowitości osiągnął najwięcej spośród wszystkich piłkarzy rodem z Biłgoraja. Rozegrał 361 meczów i strzelił 35 goli w ekstraklasie, został mistrzem Polski z Wisłą Kraków, zdobył Puchar Austrii z SV Ried, 20 razy wystąpił w pierwszej reprezentacji Polski. W 2010 roku otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Biłgoraj.

MaSzt
czwartek, 13 kwietnia 2017

REKLAMA

akademia GOL

NASI KOMENTATORZY

© Echa Roztocza 2016 WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Wykonanie: