Ani w lewo, ani w prawo, tylko obiektywnie

Filozofia rozwiązywania problemów poprzez zakazy demaskuje bezradność władzy

Prawo i Sprawiedliwość zapomina, że człowiek to nie pies, by miał być prowadzony na smyczy i w kagańcu. Zamiast zwiększać swobody obywatelskie i stanowić takie prawo, by Polacy mieli możliwość wyboru, rządzący mnożą różnego rodzaju zakazy. A jak powszechnie wiadomo, natura ludzka jest bardzo przewrotna. Nikt nie lubi, gdy mu się ciągle czegoś zakazuje. Prowadzenie polityki zakazów to jednak cecha nie tylko partii Jarosława Kaczyńskiego, lecz wszystkich, którzy są u władzy, bez względu na to, z jakiej kto parafii. Zakazem lokalna władza wychowuje także mieszkańców Biłgoraja. A w tym mieście rządzi przecież lewa strona politycznej sceny. Dzieje narodów pokazują, że polityka zakazów nie zdaje egzaminu. Rządzący w naszym pięknym kraju politycy PiS i zarządzający Biłgorajem radni z opcji Janusza Rosłana najwyraźniej nie odrobili lekcji z historii. Filozofią rozwiązywania problemów poprzez zakazy demaskują swoją bezradność.

Oto włodarze Biłgoraja i nasi dzielni policjanci dowiedli, że nie radzą sobie z problemem zakłócania ciszy nocnej, zakazanym prawem spożywaniem alkoholu w miejscach publicznych i niszczeniem przez nachlanych wandali mienia społecznego. Znaleźli na to jeden sposób – zakazali handlu w sklepach po godzinie 23. Dla sklepów wielkopowierzchniowych, które o tej porze i tak są już pozamykane, to żaden problem. Za to lokalny drobni przedsiębiorcy dostali kolejny cios w plecy. Niedawno rządzące Prawo i Sprawiedliwość uderzyło w nich podwyżką płacy minimalnej dla pracowników. Automatycznie poprawił ZUS, hucznie i dumnie obwieszczając, że Polacy zarabiają więcej, a zatem muszą płacić składki wyższe o ponad 200 zł. Teraz sierpowym dołożyli burmistrz Janusz Rosłan, jego rajcy i policja. Przy okazji pokłonili się przed stacjami paliw i lokalami gastronomicznymi. Bo tam będzie można zrobić zakupy o każdej porze dnia i nocy. Prawo jest, tylko sprawiedliwości, a zwłaszcza równego traktowania każdego podmiotu, jak zwykle zabrakło.

Czy rzeczywiście to sprzedawcy alkoholu w godzinach nocnych są winni tego, że bydło w nocy zachowuje się jak bydło? A przecież nie chodzi jedynie o zakaz sprzedaży napojów procentowych, tylko wszystkich produktów spożywczych i innych towarów, oferowanych przez placówki handlu detalicznego. Jeśli zatem młoda kobieta dostanie okresu przed spodziewanym terminem, już po godzinie 23, a zawczasu się do tego nie przygotuje, to nie kupi podpasek w pobliskim osiedlowym sklepie, w którym zawsze robiła zakupy. Wydaje się, że władza nie wierzy w zakazy, które wprowadza. Burmistrz Janusz Rosłan i miejscy rajcy, którzy przyklasnęli pomysłowi, nie są ludźmi palcami zrobionymi. Oni dobrze zdają sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś nie będzie mógł kupić alkoholu w nocy, w osiedlowym sklepie, to pójdzie na stację paliw, i tam się zaopatrzy w wyroby poprawiające nastrój.

Prawo i Sprawiedliwość też ma filozofię rządzenia zakazami. Ot, głośna w ostatnich dniach kwestia handlu w niedzielę. Najlepiej zakazać. Dyskusji nad projektem ustawy, która dawałaby możliwość wyboru, nawet nie ma. Nie jest prawdą, że nikt, zwłaszcza matki, nie chcą pracować w niedzielę. Wielu rodziców podkreśla, że woli przepracować jedną z czterech w miesiącu niedziel za wyższą stawkę godzinową, by mieć dzień lub nawet dwa wolne w ciągu tygodnia. Wtedy nie muszą brać jednodniowego urlopu, gdy chcą coś załatwić w urzędzie, albo zająć się innymi sprawami, których nie można zrealizować w dni ustawowo wolne od pracy.

Rozsądek podpowiada, by pracownik mógł sam określić, czy chce, czy nie chce zasuwać do roboty w niedzielę. Kwestia ta mogłaby być określona np. w umowie o pracę. Jeśli pracodawca nie znajdzie pracowników na niedzielę, to zwyczajnie nie otworzy w ten dzień sklepu czy stoiska w galerii, albo sam stanie za ladą. Że zwolni takiego, co nie chce przyjść do firmy w niedzielę? Nic z tych rzeczy. Dziś pracodawcy mają problem ze znalezieniem chętnych do pracy, a nie pracownicy z uzyskaniem posady. Bezrobocia w Polsce już nie ma. Planowana ustawa ograniczająca handel w niedzielę faworyzuje stacje paliw. Wyłączone z zakazu będą także inne lokale, jak piekarnie, sklepy usytuowane na dworcach kolejowych i lotniskach czy kioski z prasą. Jak zwykle prawo jest, tylko sprawiedliwości brak. Tych, którzy katolicki dzień święty woleli spędzać w galerii handlowej a nie w kościele, władza zakazem nie przekona do pójścia na mszę. Nawet z nudów nie pójdą do kościoła, jeśli nie znajdują tam czegoś pożytecznego dla siebie.

Przykładów tego, że zakazem oraz nakazem władza wychowuje i pilnuje Polaka, bo nie potrafi rozwiązywać problemów, jest więcej. Naiwna jest wiara w to, że jak się czegoś zakaże, dla przykładu – handlu po godzinie 23 lub w niedzielę, to Polacy nagle staną się lepsi. Że będą mniej hałasować w nocy. Że rzadziej będą niszczyć mienie publiczne. Że będą święcić niedzielę, zamiast chodzić na zakupy. Drastyczne zaostrzanie kar też do niczego dobrego nie prowadzi. System penitencjarny nie stanie się bardziej wydolny, jeśli w więzieniach pozamyka się więcej przestępców. Zakazy to nic innego, jak alibi dla niezajmowania się istotnymi problemami. Zwykłe odepchnięcie od siebie trudności. Uspokojenie sumienia, że niby coś się robi w temacie.

MaSzt
czwartek, 30 marca 2017

NASI KOMENTATORZY

© Echa Roztocza 2016 WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Wykonanie: