Ani w lewo, ani w prawo, tylko obiektywnie

Derby ze skandalem w tle

Hetman Zamość wygrał z Ładą 1945 Biłgoraj 3:0 (0:0) i po raz pierwszy w tym sezonie awansował na pierwsze miejsce w tabeli. Zespół z Biłgoraja poniósł drugą z rzędu porażkę, ale dopiero pierwszy raz w tych rozgrywkach dał sobie strzelić aż trzy gole. Spotkanie oglądała rekordowa liczba widzów. Według szacunków było ich grubo ponad dwa tysiące, ale oficjalna wersja głosi, że nie więcej niż półtora tysiąca. Nie popisali się kibice z Biłgoraja. Wystrzelili racę, która poparzyła nogę sędziego liniowego. Z tego powodu arbiter główny chciał zakończyć mecz już w 71 minucie.

Długo wyczekiwane derby Zamojszczyzny w IV lidze Hetman Zamość – Łada Biłgoraj zapiszą się w annałach z co najmniej kilku powodów. Potyczkę obu zespołów zapamiętamy przede wszystkim dlatego, że na stadionie OSiR w Zamościu dało się wyczuć atmosferę, jaka panowała za czasów starego, dobrego Hetmana w dawnej II lidze. Śmiało można stwierdzić, że pod względem kibicowskim było to widowisko na miarę namiastki obecnej I ligi. Odniesienie się do dzisiejszej II ligi byłoby sporym nietaktem wobec widzów, którzy przybyli zobaczyć sobotnie derby okręgu zamojskiego. Tylko trzy spośród 72 meczów II ligi w tym sezonie zgromadziły nieznacznie liczniejszą publikę. Raz zdarzyło się to w Bełchatowie, dwa razy w Radomiu. Na drugoligowych stadionach trudno nawet o tysięczną widownię. Niektóre kluby notują frekwencję na poziomie Zwierzyńca, Różańca czy Łukowej – przykłady z pełnym szacunkiem dla tychże miejscowości i tamtejszych ośrodków piłkarskich.

Ilu kibiców przyszło w sobotę na zamojski stadion? A to zależy, którą wersję uznamy za prawdziwą. Media podają jedno, organizatorzy – drugie. Według prasy i internetu na stadionie OSiR w Zamościu zjawiło się od 2 do 2,5 tysiąca widzów. Jeden z portali internetowych zaszalał, podając aż 3 tysiące. Wersja klubowa głosi, że widzów było nie więcej niż 1,5 tysiąca. Bo maksymalnie na takę publikę działacze Hetmana otrzymali zgodę, zgłaszając organizację imprezy masowej. Większa widownia wymagała zatrudnienia dodatkowej liczby wyspecjalizowanych ochroniarzy. A to przecież kosztuje. Dziennikarze mają prawo się mylić w swoich obliczeniach. Mogą wyolbrzymiać, żeby relacja z meczu lepiej się sprzedawała. I z wielu innych powodów. Mediom z pewnością można, ale nie trzeba bezkrytycznie wierzyć. Co jakiś czas wiarygodność medialną w zakresie liczenia tłumów, np. podczas Marszu Niepodległości lub spędu kodziarstwa, ugruntowują „matematycy” z Czerskiej (niektórzy mówią „z Czerstwej”), czyli dziennikarze znienawidzonego przez kiboli dziennika. Zatem spokojnie, Panowie z władz Hetmana. Nie przejmujcie się tym, co piszą media na temat frekwencji na derbach. Ważne jest to, że wizerunek klubu rośnie.

Kibice obu zespołów, umiejscowieni za zawieszonymi na ogrodzeniu transparentami, nie żałowali gardeł. Byli głośni przez cały mecz, ale gdyby wyciszyć przyśpiewki z wulgaryzmami, to z dopingu słyszalne pozostałyby tylko strzępy. Stadionowy spiker upraszał kibiców o zaniechanie używania niecenzuralnych słów, argumentując, że na obiekcie są kobiety i dzieci. No i został przez internautów posądzony o seksizm. Bo przecież – ich zdaniem – kobieta ma takie same prawa jak mężczyzna. Także w kwestii słuchania brzydkich słów. Jeśli któraś nie miała w sobie choćby zalążka feminizmu, i poczuła się zniesmaczona „męskim” sposobem wyrażania uczuć do kogoś znienawidzonego, to z demonstracyjnym „fochem” powinna opuścić obiekt. „Mężczyzna musi się wysławiać, jak mężczyzna” – uciąłby temat Gomez (Krzysztof Globisz) z filmu „To ja, złodziej”.

Widowisko zepsuli kibice z Biłgoraja. To, że odpalili zakazane na stadionach podczas meczów środki pirotechniczne, to pikuś. Oprawa w ich wykonaniu, pełna ognia, kolorowego światła i dymu naprawdę robiła wrażenie. I warta była nawet kary finansowej, jaką związki nakładają na kluby za takie atrakcje. Naganne było rzucanie zapalonych rac na boisko. Jedna z nich trafiła w nogę sędziego asystenta. Mecz został przerwany. Sędziemu udzielona została pomoc medyczna. Tyle dobrego, że główny dał się uprosić do kontynuacji meczu. Już raz mieliśmy potyczkę Hetmana z Ładą, która miała być piłkarskim świętem, a była totalną kichą. Chodzi o pamiętny finał okręgowego Pucharu Polski, trwający na biłgorajskim stadionie zaledwie 28 minut. Teraz mecz mógł się zakończyć w 71 minucie, chwilę po tym, jak świeżo wprowadzony na boisku nowy nabytek Hetmana Damian Kupisz strzelił gola na 2:0.

Działacze Hetmana liczą się z tym, że podczas czwartkowego posiedzenia Wydział Dyscypliny LZPN nałoży na zamojski klub karę. Konsekwencje spotkają też Ładę. Dyrektor sportowy Hetmana Piotr Welcz utrzymuje, że inaczej umawiał się z kibicami z Biłgoraja. Miało się obyć być tego typu incydentów. A jednak ktoś okazał się niesłowny. Dyrektor Piotr Welcz zapowiedział, że klub z Zamościa nie puści płazem kibolowi, który wystrzelił racę w kierunku sędziego liniowego. Ponoć nietrudno będzie owego kibola zidentyfikować, gdyż sektor, zajmowany przez kibiców Łady, także był objęty monitoringiem.

Z jednego jeszcze powodu zapamiętamy sobotnie derby. Chodzi o dwa gole zawodnika, którego ostatnio nikt nie brał na poważnie. A z pewnością został zlekceważony przez Karpaty Krosno, do których trafił tego lata, by jeszcze przed zamknięciem okienka transferowego rozwiązać kontrakt. Pod koniec sierpnia przyjechał do Zamościa jakiś menedżer piłkarski i zapytał jednego z działaczy Hetmana: – Kupisz ode mnie piłkarza? – Kupię, ale powiedz najpierw, jak się nazywa? – Kupisz! – Toż mówię, że kupię, jeśli się dowiem, o kogo chodzi. Powiedz, jak się nazywa? Ta żartobliwa anegdotka najlepiej obrazuje, jakiego piłkarza pozyskał Hetman przed derbami z Ładą. Całkowicie anonimowego nawet dla wytrawnych znawców polskiej piłki nożnej z naszego regionu.

W ostatnich latach Damian Kupisz błąkał się po różnych klubach, głównie na Pomorzu. W żadnym długo nie mógł zagrzać miejsca. Zwykle po pół roku pakował manatki. I szukał nowej ciepłej przystani. Na Zamojszczyźnie chyba nikt o nim wcześniej nie słyszał. Od soboty jest bohaterem Zamościa. Strzelił dwa gole. Pierwszego chwilę po wejściu na boisko. A miał jeszcze okazję na hat-tricka. Z pewnością zatkał usta wszystkim krytykantom, którzy uznali go za „jakiś wynalazek” Hetmana. Tonując te wszystkie ochy i achy pod adresem piłkarza rodem z Koszalina, musimy sobie powiedzieć szczerze: na prawdziwą ocenę przydatności tego zawodnika dla zamojskiego zespołu, walczącego o awans do III ligi, trzeba jednak poczekać. W Zamościu Damian Kupisz będzie przebywał co najmniej do końca tego roku, bo tak długi ma kontrakt. A co dalej? To już zależy tylko od niego.

Marek Sztochel
poniedziałek, 12 września 2016

NASI KOMENTATORZY

© Echa Roztocza 2016 WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Wykonanie: