Ani w lewo, ani w prawo, tylko obiektywnie

Anna Trzeźwińska szykuje się na kolejną Ekstremalną Drogę Krzyżową

Każdego roku statystyki dotyczące Ekstremalnej Drogi Krzyżowej rosną. W piątek, 7 kwietnia, odbędzie się dziewiąta edycja – w 11 krajach, 252 miastach i na 457 trasach o długości od około 40 km do nawet powyżej setki. Do dziś zapisało się już blisko 50 tysięcy chętnych do pieszej, nocnej wyprawy, w zmiennych warunkach atmosferycznych, w milczeniu i samotnych rozważaniach, jak wyjść ze strefy komfortu i odkryć życie na nowo. Organizatorzy spodziewają się około 80 tysięcy uczestników. Anna Trzeźwińska z Kajetanówki (gmina Biłgoraj) w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej weźmie udział po raz trzeci.

 

Anna Trzeźwińska pracuje jako logopeda. Mówi o sobie, że jest gadułą. Jest też wysportowana, bo regularnie ćwiczy i biega. Startuje w różnych zawodach, nawet w maratonach. Ale Ekstremalną Drogę Krzyżową pokonuje, jak każdy uczestnik, w milczeniu. W trakcie pieszej wędrówki wymagana jest cisza, ale po przejściu kilkunastu kilometrów drogą polną lub leśną, w nocy, nierzadko w zmiennych, niesprzyjających warunkach atmosferycznych, mówić nikomu się nie chce. Później dochodzi ból bioder, kolan, stóp. Nogi sztywnieją. Mięśnie zaczynają odmawiać posłuszeństwa. Niektórzy nie docierają do celu. – Na trasę wychodzimy wszyscy, ale szybko grupki się rozbijają. W końcu każdy idzie oddzielnie, własnym tempem. Nikt nie ma ochoty otwierać buzi, nawet największe gaduły, takie jak ja. Jeśli ktoś chodzi na pielgrzymki, na których może śpiewać, modlić się i cieszyć towarzystwem innych, i to mu odpowiada, to Ekstremalna Droga Krzyżowa nie jest dla niego, bo raczej mu się nie spodoba. Trzeba samemu walczyć z własnymi słabościami. Wydawało mi się, że skoro jestem wysportowana i biegam na długich dystansach, to przejdę te 48 km drogi krzyżowej bez trudu. A to jednak nie był pikuś – tłumaczy Anna Trzeźwińska.

Dwa lata temu poszła na Ekstremalną Drogę Krzyżową z Tomaszowa Lubelskiego do Zamościa – jak mówi – z ciekawości. Przekonała się, że warto było się zmierzyć z takim wyzwaniem. – To indywidualne przeżycie. Każdy jest samotny, tak jak Pan Jezus podczas swojej drogi krzyżowej. Samotna wędrówka daje sposobność do osobistych przemyśleń w trudnych warunkach, do kształtowania swojej duchowości w trakcie ogromnego wysiłku fizycznego. Podczas mojej drugiej wędrówki było okropnie. Raz padał grad, raz mżawka. Deszcz zacinał w twarz, bo strasznie wiało. Do tego było bardzo zimno, a nad ranem – przymrozek. Nie chciało mi się otworzyć termosu z gorącą herbatą, ani pojemnika z jedzeniem. Ręce miałam zgrabiałe, a ciało skostniałe od zimna. Myślałam już tylko o tym, żeby jak najszybciej dojść do celu. Ominęłam nawet kilka ostatnich stacji. Zaplanowane na nich rozważania odłożyłam na koniec trasy. Pokonałam 78 km z Tomaszowa Lubelskiego do Radecznicy, a następnie do Zamościa. Wyszłam z tego silniejsza duchowo, ale też fizycznie – opowiada Anna Trzeźwińska.

REKLAMA

żłobek

 

Na trasie konieczna jest latarka. Najlepiej mocowana na głowie, bo ręce szybko omdlewają. Nie należy ze sobą zabierać ani różańca, ani modlitewnika. Uczestnicy drogi krzyżowej nie śpiewają, nie modlą się, a jedynie w trakcie przerw w wędrówce rozważają treści, które dostali w specjalnej książeczce, na starcie, po wyjściu z kościoła. Niezbędna jest mapa, ewentualnie aplikacja GPS w telefonie komórkowym. – Zdarza się, że ktoś zabłądzi na trasie. Mnie się to raz przytrafiło. Nie jest łatwo iść zgodnie z wytyczonym szlakiem, ponieważ rzadko przebiega on drogą asfaltową. Większość trasy to drogi polne i leśne. Trzeba na trasie odnaleźć charakterystyczne punkty, by się nie zgubić. I uważać, by pies nie wyskoczył zza płotu, i nie pogryzł. Jeśli ktoś się podda, to nie może liczyć na to, że organizatorzy zapewnią mu powrót do domu. Sam musi sobie zorganizować transport. Na własną odpowiedzialność bierze udział w drodze krzyżowej. Jest na niej zdany sam na siebie – mówi Anna Trzeźwińska.

Kto tylko czuje się na siłach, ten w drogę zabiera ze sobą krzyż. Taki niewielki, bardziej symboliczny. – Zrobiłam sobie krzyż z niewielkich kawałków drewna. Na początku trasy był lekki, ale po kilku kilometrach ręce bolały od jego dźwigania. Wydawał się taki ciężki i niewygodny – przyznaje Anna Trzeźwińska. Ważne jest to, by specjalnie nie przygotowywać się do udziału w drodze krzyżowej. – O godzinie 21 jest msza, po której wychodzi się w trasę. Do tego czasu dzień powinien przebiegać tak, jak każdy inny. Trzeba wstać o normalnej porze, a nie spać jak najdłużej, skoro noc będzie nieprzespana. Trzeba pójść do pracy. Zrobić to wszystko, co zawsze się robi tego dnia – tłumaczy Anna Trzeźwińska. I podkreśla, że żaden uczestnik tej nietypowej drogi krzyżowej nie powinien liczyć na cud. – Boski grom z nieba nie uderzy, nikt nie dostanie objawienia czy olśnienia, nikt nagle nie stanie się mądrzejszy czy bardziej uduchowiony – przekonuje.

Tegoroczna, dziewiąta już edycja Ekstremalnej Drogi Krzyżowej odbędzie się w piątek, 7 kwietnia, w 11 krajach, 252 miastach i na 457 trasach. Drogi mierzą od około 40 do nawet przeszło 100 km. Wędrówce tradycyjnie towarzyszyć będą rozważania drogi krzyżowej, napisane przez różnych ludzi. Tegoroczne rozważania zatytułowane zostały „Droga przełomu”. Mają podpowiedzieć uczestnikom drogi, jak wyjść ze strefy komfortu i odkryć życie na nowo. – Teksty zostały napisane przez członków duszpasterstwa Wspólnoty Indywidualności Otwartych, prowadzonego przez księdza Jacka „Wiosnę” Stryczka – twórcę „Szlachetnej Paczki”. Wśród autorów rozważań są m.in. lekarze, informatycy, pracownik fabryki oraz managerowie IT. To osoby świeckie, które abstrakcyjne prawdy zmieniły na własne doświadczenia duchowe. Rozważania nie są więc po prostu napisane, ale przede wszystkim dobrze przeżyte – czytamy na oficjalnej stronie internetowej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej (edk.org.pl).

Zapisy ruszyły 1 marca. Do dziś zgłosiło się prawie 50 tysięcy chętnych, ale organizatorzy spodziewają się nawet 80 tysięcy uczestników z kilkunastu państw (rok temu jedna z tras wyznaczona była na Antarktydzie!). Nieliczne drogi krzyżowe odbyły się już 31 marca (piątek). A jeśli chodzi o nasz region, to w najbliższy piątek (7 kwietnia) będzie można wyruszyć m.in. z Tomaszowa Lubelskiego jedną spośród siedmiu tras. Biała Świętego Antoniego wiedzie do Radecznicy i ma 72 km. Czerwona Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki prowadzi do zamojskiej Katedry, podobnie jak Pomarańczowa Świętego Jana Pawła II i Zielona Świętego Brata Alberta. Drogi te mają po około 48 km. Można także wyruszyć z Tomaszowa Lubelskiego do Lubaczowa, Jarosława lub Horyńca-Zdroju.

MaSzt
środa, 5 kwietnia 2017

REKLAMA

Akademia przedszkolaka

NASI KOMENTATORZY

© Echa Roztocza 2016 WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Wykonanie: